Wszystkie wpisy publikowane na tym blogu wyrażają subiektywną opinię autora w dniu dzisiejszym bądź są zbiorem danych dostępnych powszechnie na innych stronach internetowych i w prasie. Autor dokłada przy tym wszelkich starań, aby dane i fakty zawarte we wpisach były aktualne (w dniu zamieszczenia wpisu) i rzetelne.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Ceny samochodów w Polsce w 1997 roku

Dziś na Złomniku pojawił się ciekawy wpis na temat cen nowych samochodów w Polsce w 1994 roku, a więc przed denominacją. Było tam kilka ciekawostek, takich jak fakt, że ceny aut BMW nie odbiegały od cen Fordów i Volkswagenów. Ja żadnego cennika z 1994 roku nie posiadam, mam jednak takowy z końcówki roku 1997 (opublikowany w pierwszym numerze pisma "Auto dziś i jutro", które potem zmieniło tytuł na "Auto Moto"). Zerknijmy więc, czy jakieś z finansowych absurdów zmieniły się w ciągu tych trzech lat, a także co ciekawego na rynku oferowano.

Fiat 126 elx
Podobnie jak wcześniej, najtańszym nowym samochodem na rynku polskim był Fiat 126 elx, czyli po prostu Maluch. Dostępne były dwie wersje: std (standard) i sx - pierwsza w cenie 12.450 złotych, druga za 13.700 złotych. Przeciętnie wynagrodzenie w 1997 roku wynosiło 1061,93 złotego, a więc - podobnie jak trzy lata wcześniej - trzeba było pracować rok, aby uzbierać na ten model w wersji std (odkładając na bok takie niuanse jak wyżywienie). Najtańsze Cinquecento - model 704 Young - wymagał wyłożenia 19.500 złotych. Nieco zmniejszyła się więc różnica cenowa względem najtańszego Malucha, jednak nadal przekraczała 50%. W przeciwieństwie do 1994 roku, Daewoo Tico było tańsze od bazowego Cinquecento 899 (wariant Happy) - Daewoo można było nabyć za 21.900 złotych, podczas gdy Fiata za 22.700, choć były też droższe wersje (w tym 899 Suite za 28.300 złotych, która cenowo biła nawet model 1.1 Sporting za 26.400 złotych oraz Uno 1.7 Diesel S za 26.500 złotych).

Skoda Felicia
Wśród innych tanich konstrukcji oferowano między innymi Ładę Samarę (3-drzwiowy hatchback kosztował 22.950 złotych, model 5-drzwiowy o 1700 złotych więcej) i Skodę Felicię - podstawowy model 1.3 LXi oznaczał wydatek na poziomie 25.900 złotych. Oczywiście, nie można także zapomnieć o Polonezie - już za 22.600 złotych można było wyjechać z salonu modelem Caro Plus 1.6 GLi, natomiast najdroższy Atu Plus ze 103-konnym silnikiem 1.4 konstrukcji Rovera oferowany był za 25.100 złotych. Dla porównania, najtańszy Rover z tym samym silnikiem - 3-drzwiowy 214 Si - kosztował niemal dwukrotnie więcej, bo aż 48.900 złotych. Trzeba jednakowoż przyznać, że Polonez - pomijając 1,4-litrowy silnik - już w 1997 roku był samochodem bardzo przestarzałym, czego nie można powiedzieć o angielskim aucie. Jeśli natomiast ktoś już wtedy uważał, że "nie da się okradać z własnych piniondzów", mógł za zaledwie 16.100 złotych kupić ukraińską Tavrię 1.1, choć jak na tym w ostatecznym rozrachunku wyszedł to już inna sprawa.

Peugeot 106
W porównaniu do cen Malucha, spadły ceny wielu nowocześniejszych samochodów miejskich. Przykładowo, Toyota Starlet, Peugeot 106, Ford Fiesta czy Nissan Micra nie kosztowały już - jak podał Złomnik -  czterokrotnie i więcej niż Fiat 126. Najtańszy z tej czwórki był Nissan, co stanowiło sporą odmianę po horrendalnej cenie z roku 1994. 3-drzwiowa Micra 1.0 L kosztowała 30.660 złotych, a więc była tańsza o kilkadziesiąt złotych nawet od Forda Ka (inna rzecz, że Ka miało większy i mocniejszy o 5 koni mechanicznych silnik). Fiesta 1.3 Flair wymagała wysupłania z kieszeni co najmniej 31.362 złote lub - za model ze znacznie lepszym silnikiem 1.25 - 33.389 złotych. W cenniku widać także, że wersje 3- i 5-drzwiowe Fiesty miały te same ceny, ale mam pewne podejrzenia, że mógł to być chochlik drukarski, zważywszy na fakt, że te same ceny wydrukowano dla małego Forda w wersjach Flair i Fun. Toyota oferowała 75-konnego Starleta XLi za 34 i pół tysiąca złotych, co stawiało ją na podobnym poziomie cenowym z Renault Clio oraz Citroenem Saxo (nadal oferowano także znacząco tańszy, ale i starszy model AX).

BMW 3 Compact (E36)
Przez trzy lata BMW zdążyło zauważalnie podnieść ceny swoich samochodów. Najtańszy z modeli bawarskiego producenta, 316ti Compact (E36), kosztował niemal 80 tysięcy złotych. Nowocześniejsza wersja sedan (Compact częściowo bazował na starszej generacji E30) wymagała wydania 86.136 złotych za wersję z tym samym silnikiem. Dla porównania, najtańszy Ford Mondeo (1.6 CLX sedan) oferowany był za 55.005 złotych, zaś w cenie bazowego BMW serii 3 z czterodrzwiowym nadwoziem można już było mieć mocniejsze od niego o 34 konie mechaniczne Mondeo 2.0 GLX i jeszcze zostałoby kilka tysięcy złotych na dodatki, bowiem taki wariant Forda kosztował 79.323 złote. Bazowy, 90-konny Passat 1.6 opuszczał salon po wpłaceniu 64 tysięcy złotych, natomiast 150-konny 1.8 Turbo - niespełna 89 tysięcy. Do drogich przedstawicieli segmentu D należał także Mercedes Klasy C - bazowy, 122-konny C 180 Classic przekraczał już pułap 100 tysięcy złotych, co w przypadku BMW E36 pozwalało na wybranie bardzo dobrego, 140-konnego modelu 318is.

Jeep Grand Cherokee
Nie da się ukryć, że niektóre konfiguracje samochodów wyglądają dość bezsensownie z naszego punktu widzenia, choć wtedy niekoniecznie musiały takie być. Co wśród tego typu pozycji w cenniku można wymienić? Na przykład BMW 725 tds o mocy 143 koni mechanicznych, kosztujące niemal 182 tysiące złotych - za blisko 10 tysięcy złotych taniej można było mieć 236-konną serię 5 (535i), natomiast dorzucając 16 tysięcy - 286-konne, 8-cylindrowe 540i. Osobną kategorię stanowiły konstrukcje z 2,5-litrowym turbodieslem firmy VM, do których zaliczymy kilka Chryslerów i Jeepów, w tym kosztującego 204 tysiące złotych Jeepa Grand Cherokee 2.5 TD Limited. Pomijając fakt wręcz bezsensownej awaryjności tego silnika (o czym oczywiście wtedy nie wiedziano), miał on zaledwie 116 koni mechanicznych, co zapewne znacząco utrudniało sprawne poruszanie się takim Jeepem.

Saab 900
Do najdroższych aut w swoich segmentach należały także SAABy. Nadrobiono co prawda braki i wprowadzono do sprzedaży model 900 (później po zmianach przemianowany na 9-3), ale w podstawowej wersji kosztował on 113 tysięcy złotych, podczas gdy 185-konny 900 Cabriolet 2.0 SE Turbo - ponad 190 i pół tysiąca złotych, czyli aż o 42 tysiące więcej od wersji coupe (która była de facto 3-drzwiowym hatchbackiem). Nieco bardziej powściągliwy w wycenach był inny szwedzki producent, Volvo. Najtańsze S40 (115-konny sedan) mógł być nasz za 92 tysiące złotych, choć biorąc pod uwagę, że to niemal ta sama konstrukcja co Mitsubishi Carisma, mina mogła trochę zrzednąć. "Mitsu" z tym silnikiem i w takiej samej wersji nadwoziowej kosztowało nieco ponad 72 tysiące złotych.

Mercedes-Benz S 600 Coupe
Obecnie nie ma żadnego problemu, by na rynku polskim kupić samochód za ponad pół miliona złotych, i to bez dodatków. Pod koniec 1997 roku ten wybór był, delikatnie mówiąc, ograniczony - do jednego modelu. Za 520 tysięcy złotych oferowano Mercedesa S 600 Coupe (później znanego jako CL 600), z 12-cylindrowym, niemal 400-konnym silnikiem. Dla porównania, 320-konny S 500 Coupe kosztował "zaledwie" 401 tysięcy złotych, podczas gdy bazowy S 420 Coupe - 359 tysięcy. Warto zauważyć, że o ile w roku 1994 roku na topowego Mercedesa trzeba było przepracować około 65 lat, to trzy lata później już "tylko" 41. Niestety, w posiadanym przeze mnie cenniku nie wyszczególniono marek Porsche, Jaguar czy też Subaru.

Seat Ibiza Cupra
Ciężko powiedzieć, ile spośród zmian w cenach samochodów było wywołanych denominacją, a ile po prostu puknięciem się w głowę któregoś z importerów bądź dystrybutorów. Trzeba jednak stwierdzić, że zaledwie te trzy lata wystarczyły, by rynek samochodów nowych zaczął zdecydowanie bardziej przypominać ten dzisiejszy niż ten sprzed denominacji. Zaskakuje zwłaszcza fakt, że samochody miejskie w bazowych wersjach nadal miewają podobne ceny. W wielu przypadkach zauważalnie zdrożały auta klasy średniej, ale nierzadko zdarza się, że dzięki wyprzedażom rocznika można kupić dany model w cenach podobnych do jego gorzej wyposażonego odpowiednika sprzed siedemnastu lat. Można było za to pomarzyć o takim wyborze wśród samochodów stricte sportowych, jaki mamy dziś. W praktyce, najskuteczniej przyspieszającą rytm serca konstrukcją wyszczególnioną w cenniku jest chyba 321-konne BMW M Roadster, choć kilka marek miało w ofercie usportowione wersje zwykłych modeli (od Peugeota 106 Rallye po Volvo V70 R AWD).

Citroen ZX
Podsumowując, w 1997 nie było źle (pod wieloma względami natomiast było znacznie lepiej niż trzy lata wcześniej), choć twierdzenie, że "kiedyś wszystko było lepsze" jest raczej dyskusyjne. Między innymi dlatego, że obecnie ceny samochodów są - jak widać - niewiele wyższe niż wtedy, a przeciętne realne wynagrodzenie - nawet biorąc pod uwagę niemal 90% inflację w stosunku do 1997 roku - wzrosło o ponad 80 procent. I na koniec, aby ubiec ewentualne pytania typu "kto tyle zarabia?", mamy także wyjaśnienie, jak to działa. Zainteresowanych czytelników zapraszam TUTAJ. Jeśli natomiast komuś marzy się mimo wszystko powrót o kilkanaście lat wstecz, przypominam o trwającej aukcji fabrycznie nowego Poloneza Atu Plus 1.6 GSi.

Pełny cennik możecie obejrzeć TUTAJ (strony 1-2) i TUTAJ (strony 3-4).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz